Friday, 11 July 2014

M4 Wspomnieniowo: chrzciny

Z chrzcinami wzięłam się i spięłam. teściowie i szwagrowstwo zabukowali loty a i my wymyśliliśmy że fajnie by było zrobić te chrzciny (ekhem, ja wymyśliłam, Towarzysz Mąż nie utrudniał) w naszą rocznicę ślubu (o tym tu), bo skoro ślub był w sobotę to rok później ten sam dzień to niedziela, logiczne (nooo... nie w przypadku roku przestępnego, rzecz jasna), a niedziela na chrzciny jak znalazł.

Tak więc w odległym czasie kiedy Mill była jeszcze malutka i ciągle spała (rety, kiedy to było?!) w wieku pięciu tygodni nasza mała poganeczka (że tak zacytuję klasyka zwanego Olgą) dołączyła do reszty owieczek. Wujek mój czytał czytanie, msza była krótka i na temat i impreza się cała bardzo udała. Pisałam już o chrzcinach tu, więc co mnie tak naszło znów? Ano - zdjęcia przyszły. Czyż nie piękne?

Oto mały wybór.

A u Was jak? Już przed czy po czy w ogóle olewacie sprawę?

Ściskamy,

z&m

 No to jazda! Bohaterka dnia w wózku + od lewej Towarzysz Mąż, ja i Polski Dziadek J.

I ona tak śpi? - Polska Babcia K. + moja osobista chrzestna L.H.-B.

 Hmmm... Impreza nie zapowiada się na tyle interesująco żeby nie spać...

 Wujek O. czyta czytanie

 Najlepsi chrześni -P. i A.B.-B.

 'Aua, będzie ryk!' (nie było)

Wzruszeni Angielscy Dziadkowie


 Chrzestny czyni powinność


Tata daje krzyżyk na drogę

 I nara! Udało się! W rękach dzierżę odpowiednio pamiątkę chrztu świętego od księdza i rysunek przedstawiający chrzciny od siostrzenicy Towarzysza Męża Ch.

 Zdjęcie grupowe musi być

 Czas na hulanki: start!

 Szczęśliwi Dziadkowie PL

 Mój chrześniak Tymo, jego siostra Olcia i nasza Mill

I na koniec przepiękny (i przepyszny!) tort Mill (tak wiem Ruby że od patrzenia na torty też się tyje, sorry, taki mamy klimat:)

Thursday, 10 July 2014

M4 Okrąglak

Takim oto epitecikiem obdarzyła nasza pani pediatra.
Ponadto dowiedziałam się, jak zwykle, że Mill jest silna, zdrowa i fantastycznie się rozwija.

Yyy... Poza obserwowaniem zabawek i przekładaniem ich z ręki do ręki - bo co robi Mill? Wkłada wszystko do dzioba zamiast obserwować.

Jeszcze poza tym zważenie jej graniczy z cudem bo to dziecko nie umie uleżeć spokojnie (chyba że śpi). Ja do tej pory myślałam że wszystkie niemowlęta tak mają, że fikają wszystkimi kończynami na wszystkie strony i oglądają wyimaginowane mecze tenisa. Hmmm... no ponoć nie wszystkie. Ale ADHD się u niemowląt rzekomo nie diagnozuje.

Pokarm wrócił (hurra!) i Mill głodem nie przymiera bynajmniej, śmieje się i piszczy na całe gardło, gada w swoim niemowlęcym języku i ogólnie jest przesłodka, wiadomo. Ale jak jej coś nie pasuje to też umie to wyraźnie zasygnalizować (hmmm... no parę w płucach to ona ma) i wtedy mama czyli ja metodą prób i błędów usiłuje rozszyfrować o co kaman. Ze wstydem przyznaję że order mamy doskonałej mi się nie należy i w odróżnieniu od wielu z Was nie słyszę różnicy między różnymi rodzajami płaczu (i ściąga Tracy Hogg z 'Języka Niemowląt' też nie bardzo pomaga) więc próbuję (w różnej kolejności, zależnie od intuicji w danym momencie) - podnoszenia, noszenia (wiem, wiem, buuu), tulenia, całowania, jedzenia, szumów z brzucha na iPadzie, zmiany pieluszki, noszenia w Tuli, bujania w wózku, masowania plecków, zabawiania, wyciszania i odbijania. Zawsze coś z tego pomaga, uff.

Poza tym odhaczyłyśmy kolejne pneumokoki (jeszcze tylko 2 heksy i jeden pneumokok i koniec ze szczepionkami aż do marca 2015, hurra!), Mill znów zaliczyła bezdech, ale po raz trzeci już, więc tym razem obyło się bez paniki. Jako że przed szczepieniem była trochę marudna za poleceniem pani od szczepień przystawiłam ją do piersi tuż przed przymusowym 'pik' - kiedy trochę podjadła (choć karmiłam ją tuż przed wyjściem, no ale ustaliłyśmy już że to mały jedzenioholik, niewątpliwie po mamusi) była spokojna, uśmiechnięta, i po tym jak zaczęła znowu oddychać po szczepieniu zapłakała dwa razy i koniec, uśmiech i nyny, od razu. No złote dziecko, no.

I w bonusie filmik z Mill do góry nogami w którym pokazuje niemałe możliwości swoich płuc.
 PS. A jeśli nie działa (pracuję nad tym) w wersji z dźwiękiem do zobaczenia tu

Buźka,
z&m


Wednesday, 9 July 2014

M4 Gdzie byłam kiedy mnie nie było?

Cześć i czołem!

Kajam się za długą blogową nieobecność, ale wakacje, podróże, same rozumiecie... Różnie bywa. Ale wracam i mam nadzieję na dobre, przynajmniej do końca sierpnia, kiedy w planach wakacje no 2, tym razem w trochę (oby!) pogodowo bardziej typowo letnim miejscu...

Gdzie byłam i co robiłam kiedy mnie nie było...

Hmmm...

1. Zakupy

Moja Angielska-Teściowa-Samo-Zło namówiła mnie na zakupy part 2 (w dodatku z Mill, która niezainteresowana cały wypad zakupowy przespała, więc stosunek do zakupów póki co ma zdecydowanie po tatusiu), na których byłam niegrzeczna i kupiłam jeszcze parę drobiazgów (dwa topy, bikini - na moje usprawiedliwienie mam to że w żadne się z karmiącym cycem nie mieszczę a na nieangielskie wakacje z czymś trzeba jechać, kostium kąpielowy dla Mill - z tym samym zamysłem, i yyy.... jeszcze jedne tanie baletki w Prajmanim). Angielska Teściowa tym razem też poczyniła zakupy, więc chociaż tyle, nie ja jedna mam wyrzuty sumienia do mienia.


2. Odwiedziny u rodziny i krewnych i znajomych królika

Czas w UK zawsze staramy się wykorzystać maksymalnie na spotkania z rodziną i przyjaciółmi z którymi widzimy się tylko parę razy w roku. Jako że ja nie widziałam wszystkich wyjątkowo długo bo ze względu na ciążę i lenia odpuściłam tradycyjny wyjazd jesienny i zimowy tym bardziej starałam się korzystać. Tym sposobem ciągle kogoś odwiedzaliśmy z Mill i czasem wychodziliśmy bez niej. Ja musiałam dwa wyjścia odpuścić, ale o tym więcej w punkcie 4. Ale i tak się nawychodziłam za wszystkie czasy. No i ilość komplementów na temat tego jaka Mill piękna i jak ja świetnie wyglądam po ciąży to zawsze + 100 pkt. do samooceny

 Wnuczki Angielskiej Teściowej x3

 Milly z cioteczką J. i gadającą papugą "Hello Rollo'. Z Mill urządzili sobie konkurs na piski, i do teraz żaluję że tego nie nagrałam

 M&J

 G., mama M. + Lilly the Dog

 Lilly & Milly. Sympatia wzajemna natychmiastowa. Mill piszczała z radości a Lill pilnowała i merdała ogonem

 Kuzynki po raz kolejny. Udało im się też zaliczyć pierwszą wspólną kąpiel w wielkiej wannie. Awww...

Gra o Tron w wersji planszowej. Półtorej godziny zajęło nam rozłożenie planszy i ciągle było przed nami ok. 26 stron instrukcji. Olaliśmy sprawę i poszliśmy na piwo (bezalkoholowe!)

Liverpoolska przyjaciółka L. która pofatygowała się nas odwiedzić specjalnie po to żeby poznać Mill

3. Odprowadzenie siostrzenic Towarzysza Męża do szkoły

Pchanie wózka uwielbiają chyba wszystkie małe dziewczynki, w tym Ch. i Jo-Jo, które poranne pchanie wózka do szkoły uznały za zabawę dnia. Mill jest sławna prawie niczym jej mama (hue hue, o tym tu) bo nauczycielka J. wyskoczyła z klasy na nasz widok z zapytaniem czy to słynna 'baby Milly from Poland' bo ona tyyyyle o niej słyszała. Udało mi się też załapać na dzień sportu i oglądanie Ch. w strugach deszczu w jej pierwszym wyścigu.

4. Kryzys laktacyjny

Dopadł i mnie. Rano jest jeszcze jako-tako, ale mimo mojego super laktatora wieczorem słabizna.Od paru dni Mill jest marudna i wisi na cycku po 4h i ciągle głodna. Próbowałam przeczekać, ale niestety musiałam jej raz podać MM - po dwóch godzinach bezskutecznego jedzenia i płakania wypiła 60ml i zasnęła w końcu snem tak twardym że spała od 22 do 7. Mimo tego czuję się zlaktoterroryzowana i z całym moim zrozumieniem dla matek karmiących sztucznie i nieuważaniu butli za koniec świata, tak sobie wkręciłam że Mill ma być tylko na cycku i koniec że odpuściłam parę wyjść (urodziny kolegi, grill u drugiego) po to żeby spędzić wieczór ją karmiąc. Po paru fatalnych dniach dziś wydaje się być trochę lepiej, choć boję się chwalić. Wróciłyśmy już do Polski, więc zabunkrowałam się z Mill w domu i karmię ją kiedy chce. A chce ciągle. Dobre jest to że kiedy zjada mniej mniej też ulewa (jednak ciągle ulewa). Za radą męża Angielskiej Teściowej zaczęłam Mill też odbijać i bardzo ale to bardzo to pomogło - ulewa jej się znacznie mniej i jest zdecydowanie spokojniejsza.Więc w naszym przypadku to bujda, że dzieci karmionych piersią nie trzeba odbijać. Jak się ma takiego łapczywego głodomora jak mój to najwyraźniej trzeba.

  Nie ma papu, nie ma frajdy

5. Karmienie extreme

W Anglii tolerancja dla karmienia piersią jest jaka jest, czyli słaba. Ja mimo wszystko karmiłam gdzie wlezie wykorzystując szaliki i Towarzysza Męża do pomocy. Czasem zabierałam też butelki z odciągniętym pokarmem (wygoda, jednak) a i tak zdarzało mi się karmić dość ekstremalnie - na przykład pod folią przeciwdeszczową z wózka podczas dnia sportu w szkole Ch. i J.



6. Jedzenie

Crumpets i frytki z octem (choć w ilości symbolicznej) - tylko w Anglii. Miałyśmy mały wysyp po angielskich truskawkach, pierwszy w karierze Mill, ale reszta bez zarzutu. I nawet schudnąć trochę mi się udało, ale nie pytajcie mnie jak to się stało, bo nie wiem.



7. Podróż samolotem z Mill, za to bez Towarzysza Męża

Towarzysz Mąż pracuje w Anglii przez najbliższe 6 tygodni (cóż, ktoś musi zarobić na wakacje no 2), a Mill i ja odpoczywamy w domu. Choć póki co 'odpoczywamy' bo ja czuję się pogodowo fatalnie (zatoki, auaaa!) a Mill normuje mi laktację i je non-stop (rośnie?). Jutro szczepionki. I staram się nie przesadzać z ilością zaplanowanych spotkań, bo naprawdę ale to naprawdę muszę ogarnąć to mleko.

Jeśli chodzi o podróż samolotem z Mill - było spoko! Trochę mi dała popalić na lotnisku (jeść, jeść, jeeeeeeeeeść! Ale uwaga, na lotnisku w Liverpoolu jest specjalny pokój do karmienia, totalnie pozbawiony kibelkowego zapachu. Oł je!)

Obsługa mi pomogła z wózkiem (czytaj: weszłam do samolotu inną drogą niż reszta ze względu na schody), ale musiałam ją wyjąć z Tuli, bo musiała być przypięta dziadowskim pasem. Mimo to dostawszy butelkę na starcie przespała cały lot włącznie z lądowaniem, czekaniem na plecak i załadowaniem do samochodu.

'Anioł, nie dziecko!' powiedziała pani siedząca obok i zdecydowanie się z nią zgadzam. Choć niewiele to pomogło bo samolot był wypakowany płaczącymi i krzyczącymi dziećmi. Ale mimo to cieszę się że to nie moje dziecko (choć oczywiście rozumiem że to niczyja wina) i udało mi się uniknąć dodatkowego stresu. Stwierdzam po dwukrotnym locie z Mill, w tym jednym samotnym, że bez problemu nadaje się do podróżowania. Hurra!

 Samolotowe selfie no 2

8. Planowanie postów na bloga

Ze względu na ograniczony czas, słaby internet i limitowany dostęp do komputera trochę się opuściłam blogowo, za to w notatkach telefonowych mam całą listę pomysłów na posty, więc ten... strzeżcie się! Muszę też ogarnąć problem z zakładkami (bo leci M4 a zakładka M3 się nie wczytuje - czemu, no czemu!?!?!?) i popoprawiać parę literówek... Ale podczas drzemek Mill mam nadzieję że uda mi się to ogarnąć.

A Wam, jak mija lato?

Ściskamy,
z&m

Saturday, 5 July 2014

M4 Moje wielkie angielskie zakupy

OK, wizja wielkich zakupów dla każdego jest inna. Kiedy oglądam haule YouTubowo-blogowe myślę, że moje wcale nie są takie znowu wielkie. Ale jak na moje ostatnio mocne zamiłowanie do minimalizmu to zakupy gigantyczne wręcz. I jak na rozmiary mojego bagażu poidręcznego też.

Mimo centrum handlowego dosłownie 3 minuty od domu na co dzień nie jestem zakupolubna wybitnie. Nie znam najnowszych kolekcji wszystkich sieciówek i nie chodzę 'pooglądać' co tam w sklepach. Zakupy robię kiedy czegoś potrzebuję albo sobie ubzduram, że potrzebuję.

Wakacje, zwłaszcza za granicą, niestety sprzyjają zakupom w moim wykonaniu. Zakupy w walucie innej niż złotówki przychodzą lekką ręką (a zawartość konta sprawdza się już później ręką jednak znacznie cięższą, eh), niestety, ale cieszą bardzo.

Dni kiedy wykupowałąm cały Primark 'bo tanio' mam już za sobą i teraz kupuję tylko rzeczy w których wiem że na pewno będę chodzić. I w limitowanej ilości. W Primarku też, ale i w innych sklepach. Często na promocjach (ok, z reguły na promocjach, jestem zdecydowanie special offer sucker jak mawia Towarzysz Mąż). I tak też poczyniłam zakupy ciuchowe dla mnie i dla Mill, choć ani mnie ani jej ciuchów niby żadnych nie brakuje (ale wiadomo, jak mawia moja krakowska przyjaciółka A., okazja czyni zakup).

Nie pamiętam już kiedy byłam na porządnych zakupach, więc trzymam się wersji że w przeliczeniu na roczne wydatki zakupowe i tak nie wydałam tyle ile wzykłam byłam. Więc ten, tego...

Miałam w planach kupić:

dla mnie:

1) sandały
2) wygodne mokasyny (w miejsce moich ultrawygodnych czerwonych z Aldo, które po trzech sezonach zajechałam kompletnie do dziury w podeszwie)
3) białe/kremowe bluzki z krótkim rękawkiem, jako że ostatnio biały/kremowy to ,moja mini-obsesja i 'gór' w tym kolorze mam za mało
4) ewentualnie jakąś breast-feeding friendly sukienkę (kocham sukienki!)
5) chustkę (co sezon kupuję jedną, uwielbiam chustki i noszę non-stop bez względu na porę roku!)
6) podkoszulki na ramiączkach w podstawowych kolorach

dla Mill:

1) kapelusz od słońca

A wyszło... jak zawsze. Trochę ponad program, a trochę z listy jeszcze do uzupełnienia.
I tak, wiem że cztery pary butów to zdecydowane przegięcie... I nic nie mam na swoje usprawiedliwienie!!!!

1) Buty

Chciałam mokasyny i sandały. 50% sukcesu, bo udało mi się dostać mokasyny z Geoxa (tak, wiem że tego się prawdopodobnie nie odmienia, ale ja wszystko odmieniam) w TK Maxxie w bardzo przystępnej cenie jak na buty z Geoxa. Początkowo myślałam że są kompletnie nie w moim stylu i że to nie to, ale w końcu się zdecydowałam i nie żałuję. Mam nadzieję że będą tak wygodne na jakie się zapowiadają i ich wszystkie breathable podeszwy i inne bajery wytrzymają moje długodystansowe codzienne spacery.

Geox, £29.99 po przecenie z £99.99

Ponadto w Primarku nabyłam dwie pary ultratanich baletek do latania - wytrzymują sezon (a szkoda, chętnie zapłaciłabym więcej żeby wytrzymywały dłużej, bo ich design mi się bardzo podoba!), ale bardzo je lubię. Czerwone miałam identyczne i je zajechałam (ale dużo w nich chodziłam), a te wężowo-pomarańczowe po prostu przykuły moją uwagę i spontanicznie też się na nie zdecydowałam.

Primark, £4

Primark, £4

I mój wczorajszy zakup (zakupy z teściową to zło!!!!! ona nie kupiła nic a ja zdecydowanie za dużo). Meganiepraktyczne przy Mill, ale a) bardzo wygodne jak na takie szpile b) no chciałam przecież sandałki (nic to że dalej chcę płąskie sandałki) c) absolutnie mnie urzekły swoim wyglądem d) znam tą firmę i mam od nich jedne buty jeszcze z hiszpańskich czasów i są genialne - bardzo porządnie wykonane, wygodne (ale o tym już pisałam) i piękne (o tym też chyba już pisałam) e) były mega mega mega przecenione (MEGA) więc jako totalna ofiara marketingu po prostu nie mogłam się im oprzeć. No i ten kolor!

Unisa, £24.99 po przecenie z £140 (!)
2) Biżuteria i akcesoria

Od jakiegoś czasu wyznaję totalny biżuteryjny mimalizm i noszę ciągle to samo (pierścionek zaręczynowy, obrączkę, zegarek i małe kolczyki, plus łańcuszek i zawieszki z komunii - sic!) i kompletnie nie kupuję żadnych fikuśnych kolczyków, bransoletek naszyjników czy pierścionków z sieciówek. Jakość tych rzeczy mnie kompletnie nie zadowala, i w sumie jestem zadowolona z mojej biżuteryjnej kolekcji i nie czuję potrzeby jej powiększania. Dla naszyjnika poniżej zrobiłam jednak wyjątek, jako że z gładkimi koszulkami (a praktycznie tylko takie noszę) 'robi robotę' i letni outfit gotowy. Nawet jeśli trzeba go będzie wyrzucić po sezonie zakupu nie żałuję - podoba mi się ten design i wiem że zrobię z niego użytek. Nie wiem co prawda jak zapatrywać się na niego będzie Mill ale niczym Scarlet O'Hara pomyślę o tym jutro.

Moim akcesoriowym fetyszem są szaliki/chusty/snoody i rzadko można mnie spotkać bez niczego w tym stylu na szyi. W tym roku skusiłam się na dwa bawełniane snoody z których odkąd je mam już robię ciągły użytek.

Primark, £5

Primark £2 (po przecenie z £4)

Primark £4

3) Ciuchy

Sama nuda czyli cała ja. Uwielbiam wzory w dodatkach (torebki, buty, szaliki, te sprawy), ale podstawowe elementy garderoby wolę gładkie i proste. Stąd zwykły biały sweter (marzy mi się taki kaszmirowy, ale na razie pozostaje w sferze marzeń), proste retro-marmurkowe dżinsy (zdecydowana zaleta: kiedy Mill się na nie uleje plam nie widać- tried and tested!) i czerwony bawełniany trochę oversizowy top z wąskimi rękawami. Czyli ciuchowo bez szaleństw, ale za to bardzo 'mojo'.

Primark £3, po przecenie z £5

Primark £7, po przecenie z £11

Primark, £2, po przecenie z £5

4) Milly

Miał być kapelusz od słońca... Cóż, są dwa. Mill główka malutka więc ciagle w rozmiarze 0-3, a jakby się okazało że do sierpnia z nich wyrośnie (choć nie sądzę) to tata zwany również Towarzyszem Mężem zawsze może nam dokupić większe.

Poza tym zakupy z Angielską Teściową to zło i mimo tego że szafa Mill pęka w szwach kilku rzeczom nie mogłam się oprzeć - tym sposobem zyskała Mill dwa letnie outfity z mojego ukochanego M&S (tak, wiem że oni targetują znacznie starzej niż ja, ale jak wyżej - ja lubię proste i klasyczne rzeczy, bo w takich się czuję najlepiej) i z GAPa też oczywiście nie udało mi się wyjść z pustymi rękami. A bluza tak mi się podoba że już żałuję że nie wzięłam jeszcze jednej lub dwóch w innych kolorach (choć dla mojego bagżu podręcznego to raczej dobrze).

 GAP, £5.99 po przecenie z £19.99

 GAP, £3.99 po przecenie z £7.99

Primark, każdy £2


M&S £5 po przecenie z £7

M&S £5.50 po przecenie z £8

I jak myślicie? Wielkie te moje zakupy, czy nie aż tak?

Pozdrawiamy obkupione,
z&m

Thursday, 3 July 2014

M4 Knypersley

W ramach wakacji i mimo takiej sobie pohgody (no ale ciepło jest, no!) razem z Mill, Towarzyszem Mężem i Angielską Teściową wybraliśmy się na mini wycieczkę do rezerwatu Knypersley (z niemym 'K' zwanym potocznie '(K)nypo'.

Byłam tam już wiele razy odkąd znam Towarzysza Męża bo to rzut kamieniem od domu Angielskiej Teściowej, ale za każdym razem mnie zachwyca.

Woda jak woda, sztuczny zbiornik, ale nie wygląda. Ale jest tu zawsze bardzo zielono i pięknie. Trasy spacerowe są super (choć z wózkiem bywa hardcorowo z licznymi górkami i kamieniami, ale nasz wózek takich rzeczy się nie boi, wiadomo!), wiewiórek, kaczek i gęsi bez liku (entuzjastką tych ostatnich jestem najmniejszą odkąd czteroletnią siostrzenicę Towarzysza Męża jedna udziabała), przy studniach kolorowe dekoracje pozostawione przez Druidów w czasie przesilenia... No fajna miejscówka, po prostu.

Od niedawna ma też pole kempingowe więc pewnie kiedyś się z Towarzyszem Mężem i Mill skusimy na kampingowanie tam, ale póki co pogoda taka sobie, więc olewamy system i zadowalamy się rundką wokół jeziorka.

Dla zainteresowanych więcej info tutaj. A oto nasza mała foto-relacja. A jutro postaram się napisać o zakupach (które niestety poczyniłam, a planowałam być grzeczna. Ale wyprzedaże, wyprzedaże wszędzie... Eh...)

A Wam, jak mija lato?

Buźka,
z&m












Wednesday, 2 July 2014

M4 Krowa dojna czyli nowy sprzęt (Medela Freestyle)

Po wczorajszej laktatorowej katastrofie trzeba było naprędce coś wymyślić. Znając szalone pomysły wyjściowe Towarzysza Męża zapas mleka w lodówce na wszelki wypadek wolę mieć, więc jak to tak bez laktatora, no jak?

Sprawdziłam ceny naszej dotychczasowej medeli mini-electric (z której, w przeciwieństwie do Olgi i Makoli, byłam bardzo zadowolona) w sklepach stacjonarnych dostępnych na miejscu (czyli Mothercare i ToysRus) i w promocji (save £22!) i tak kosztował funtów prawie 60. Słabo, jak na nieprzewidziany wydatek, no ale mus to mus.

Laktatory no-name wykluczyłąm od razu (no bo jak ja się z jakąkolwiek gwarancją pokażę gdziekolwiek?), nad ręcznymi myślałam przez chwilę, ale wybił mi je z głowy Towarzysz Mąż (choć wizja pięknie wyrzeźbionych ramion bardzo do mnie przemawia) i przeszukałam eBay i Amazon w poszukiwaniu zamienników. Wszystko znalazłam, miało natomiast wszystko jedną zasadniczą wadę: czas oczekiwania. I w tym momencie mnie olśniło: Tablica!

Skoro polski serwis ogłoszeń lokalnych z jakże swojskiej 'Tablicy' się przebranżowił na 'OLX' to musi to mieć coś do czyniania z nazwą bardziej międzynarodową. Wstukałam więc olx.co.uk i strona owszem, istnieje, ale laktatorów w nie tak znowu małym mieście Towarzysza Męża jak na lekarstwo a właściwie - wcale. Pytam więc Angielskiej Teściowej czy to nie jest u nich popularne, ona na to że pierwszy raz o tym słyszy, ale przecież mają Gumtree. No tak, Gumtree. Zapomniałam byłam.

Laktatorów potencjalnych znalazłam 4 - dwie Medele mini electric prawie że nowe (używane, jak to w UK, przez tydzień albo i niecały tydzień przed przerzuceniem się na butelkę) w cenie do ogarnięcia 35-40GBP, jeden Aventu już nie pamiętam za ile i... Medelę Freestyle za 100 funtów. Nową.

W zestaw freestylowy wchodziła też torba do przechowywania i chłodzenia mleka na 6 butelek, 4 butelki, torba do transportu, 4 lejki, a także dwa smoczki calma, które w zestawie nie były, ale właściciele mieli. Wszystko nowe, jeszcze zapakowane. Laktator kupiony trzy lata wcześniej, z niebagatelną ceną na opakowaniu 269.99. Yyyy.... Sprawdziłam w Mothercare, obecnie taki zestaw kosztuje 329.99. Funtów, nie złotych. Jest to kwota wybitnie astronomiczna, więc oferta za 100 funtów wydawała się do przyjęcia.

Wysłałąm wiadomość że mogę zapłacić 80 (to i tak więcej niż planowałam wydać na laktator, na który w ogóle nic nie planowałam wydawać, no ale za głupotę się płaci) na co właściciele powiedzieli że dobrze, może być.

Okazało się że mieszkają 5 minut jazdy od nas i to nie problem jeśli wpadniemy już i natychmiast (a była 22:00). I tak właśnie zrobiłam deal stulecia płacąc za naprawdę dobry sprzęt naprawdę niedużo w stosunku do jakości (mam nadzieję!). Towarzysz Mąż się zakupem jara (jak każdym zakupem który ma baterię) i mówi że to nawet dobrze że zepsułam poprzedni (do ktorego zamówimy zapasowe części i też na pewno się przyda, choćby do korzystania u mamy czy na wakacjach, bo jednak podróżny jest bardziej, ale już bez spiny, że potrzebne ustrostwo na wczoraj), ja zakupem się jaram.

Recenzja oczywiście będzie jak tylko poużywam go trochę dłużej, ale wstępnie mogę stwierdzić, że jest naprawdę (ale to naprawdę!) super, i fakt że odciągając wyglądam jak krowa dojna (jadę na dwa cycki jednocześnie, kto bogatemu zabroni?!), a Angielska Teściowa krzywi się na samą myśl o podwójnym odciąganiu, w ogóle mnie nie rusza - najważniejsze jest to, że mogę mieć dwa razy tyle mleka w połowie czasu ze względu na tą podwójność właśnie. Jaram się nowym zakupem, jaram i czuję się naprawdę jakbym wygrała w loterię znalazwszy następcę dla mojego nie tak znów starego i jakże poczciwego laktatora który zginął śmiercią tragiczną.

Suma summarum, nie wyszłam na wczorajszym wypadku tak wcale najgorzej.

Tylko jak ja to wszystko przewiozę w podręcznym to nie wiem. O-O vol. 2 :)

Pozdrawiamy,
z&m

Moje nowe 'dziecko'. Zdjęcie ze strony producenta (medela.pl)

Tuesday, 1 July 2014

M4 O-O!

Yyyy... Nie mam już usprawiedliwienia w postaci 'Pregnancy brain'.

Nawet nie wiem czy jest sens cokolwiek pisać bo zdjęcie chyba mówi samo za siebie.

Sterylizator w domu, a u Angielskiej Teściowej stare i jak się okazuje nie do końca dobre wygotowywanie.
Niedobre, rzecz jasna, kiedy się o nim zapomni.

O-O!


Pozdrawiam kombinując co teraz,
z.- (m, niczego nieświadoma śpi)