Dużo ostatnio czytam. W ramach niedoczasu, oczywiście. Chwile, kiedy karmię, a Mill śpi (tak, je i śpi) nie zawsze poświęcam na wlepianie w nią oczu, zachwyty, wzrusze i metafizyczne karmienio-piersiowe doznania. Zamiast tego często ogarniam maile, korespondencję fejsbukową, bezproduktywnie gram w
Bejewelled albo bardziej produktywnie czytam właśnie. W tym blogi. Głównie parentingowe aka rodzicielskie. Różne.
Czytam teksty konkursowo-blogowe (więcej o blogu roku
tu), czytam zupełnie pozakonkursowe, czytam polecane przez znajomych, czytam udostępniane na fejsie czy tamteż promowane.
Czytam i gdybam nad moim miejscem w blogosferze. Ostatnio mój ulubiony konstruktywny krytyk (nie, nie Matka Polka!) powiedział mi, że ja się ze wszystkiego tłumaczę. Zastanowiło mnie to.
Bo tak, to prawda, karmię swoje dziecko piersią, ale nie piętnuję matek niekarmiących w ten sposób. Nawet jeśli karmią z prostego powodu - nie chcą.
Noszę dziecko w Tuli - nie w chuście, ale noszę. Ale rozumiem mamy chustowe i rozumiem też te, które uważają, że to nie dla nich i okazują dziecku bliskość w inny sposób.
Kupuję Mill nowe ubranka, choć z reguły z przecen, a nie nowych kolekcji, ale mam też mnóstwo rzeczy w spadku, tak zwanych 'hand-me-downs' i lubię je równie mocno.
Jestem w stanie wydać więcej na rzeczy typu porządny śpiworek do wózka albo mata Skip-Hop, natomiast gryzaki za 90PLN i grzechotki za drugie tyle wydają mi się zdecydowanym przegięciem, choćby nie wiadomo jakiej były jakości. Przy tym rozumiem matki-uber-estetki oszczędzające na wszystkim innym po to, żeby kupić najlepsze możliwie dla dziecka. Ale równie bardzo rozumiem te, które uważają że to wszystko strata pieniędzy, wszak niemowlę równie chętnie bawi się garnkiem/butelką mineralnej/skarpetką (albo wszystkim tym na raz).
Rozumiem mamy, które wracają do pracy po półrocznym macierzyńskim, jak i te, które chcą zostać w domu z dziećmi i tak robią, bo mogą. Gdzie jestem ja? Znów pośrodku - pracuję, ale tylko dwa dni w tygodniu. Mam więc - w moim odczuciu - 'the best of both worlds' jak mawia Towarzysz Mąż. Ale nie uważam że jest to jedyna droga. Pozostałe skrajności mieszczą mi się w głowie.
Gotuję dla Mill, okazjonalnie, zwłaszcza w przypadku wyjazdów - zdarza jej się słoik (którym, o ile nie jest czymś owocowym, zazwyczaj pluje). Ale rozumiem mamy szastające na słoiki bo karmiąc tak mają poczucie że żywią dziecko najlepiej jak mogą. Przy tym rozumiem zupełnie tak samo te, które wszystko gotują same, zawsze świeże, od podstaw i
organic.
BLW? Świetnie, przyklaskuję, kibicuję, polecam. Choć równie bardzo rozumiem mamy z mikro-zawałem serca przy każdym kawałku u totalnych maluchów i niechęć do takiego odżywania. U nas jak zwykle złoty środek - i to i to jest uskuteczniane.
Sterylny dom? Zazdroszczę! Mega syf? Przy dziecku - często zrozumiałe. U nas? Różnie. Raz tak raz tak, w zależności od czasu, chęci, energii i nastroju. Gdzieś pośrodku chyba między sterylnością a wysypiskiem.
Odstawienie od piersi? Kumam, jeśli mama uważa, że po pół roku ma dość. Kumam też, że może chcieć karmić do samoodstawienia. Żadnej nie potępiam, każda ma swoje racje, które akceptuję i sama jeszcze nie wiem gdzie jestem. Karmię, na koniec się nie zanosi, ale nie wiem czy będę karmić do samoodstawienia czy w pewnym momencie spróbuję przestać dlatego, że tego chcę ja.
Pieluszki wielorazowe? Nie używam, ale absolutnie popieram i podziwiam. A swoją liczbę pampersów staram się ograniczać, co wychodzi całkiem nieźle, bo ciągle ok. 90% dwójek to nocnik (choroba nam trochę rozregulowała stuprocentową skuteczność, ale chyba w końcu wszystko wraca do normy). Ale jeśli ktoś używa pierdyliarda pampersów dziennie, mimo tego że wiadomo że one się nie rozkładają i śmiecą, tylko dlatego że jest zwyczajnie zmęczony - naprawdę, rozumiem.
Myślę więc o moim miejscu w blogosferze. Żadnych skandali, kontrowersji, misji, nawracania na mój sposób patrzenia na macierzyństwo. Żadnego zawracania kijem Wisły, przekonywania do własnego światopoglądu, poczucia autorytetu i chęci wpływania na styl życia innych. Wolność Tomku w swoim domku.
Choć Tomek aka Kominek pewnie stwierdziłby, że to się nie sprzeda.
Refleksyjne dziś,
z&m