Sunday, 1 March 2015

M12 Wyjątkowo krótki miesiąc aka czy da się pogodzić macierzyństwo z karierą

Marzec mamy. Marzec! Jak? Kiedy? Ja się pytam, gdzie jest luty?! W natłoku zajęć minął mi tak szybko że aż mnie to przeraża. Samo niemowlę (jeszcze tylko przez miesiąc, chlip chlip!) to harówka na pełen etat, do tego praca i kurs warszawski - drugi, projekt dla jeszcze innej firmy plus tłumaczenia z doskoku - trzeci. Gdzie w tym wszystkim blog nie wiem, że już nie wspomnę o życiu towarzyskim, które mocno się ostatnio ograniczyło. O ekscesach typu jakiekolwiek uczestnictwo w kulturze, muzeach, kinach czy nowościach wydawniczych nie wspomnę.

I powiem Wam coś - to bujda, że wszystko się da. Ja robię to wszystko (choć wiem że w edukacji słowo 'kariera' brzmi nader szumnie), ale mam permanentne wyrzuty sumienia za każdym razem że akurat nie robię czegoś innego - wiecie, jadę do Matki Polki żeby z Babcią Pra ogarnęły mi trochę Mill bo muszę pisać esej i wściekam się że muszę go pisać zamiast spokojnie sobie obserwować jak mi córeczka raczkuje z użyciem kolan, co uskutecznia od jakichś czterech dni (nie ma to jak chodzić przy meblach po to żeby w końcu skumać czworakowanie, ale podobno nie Mill jedyna taka), później wracam do Mill i bawię się z nią na macie myśląc o tym co jeszcze muszę zrobić do pracy, w pracy nie mam czasu myśleć o czymkolwiek poza pracą natomiast w drodze powrotnej już obczajam co będę robić w kolejnym tygodniu i gdzie wcisnę fuchy projektowe, gdzie pediatrę, gdzie zakup bucików. Wracam do domu, usypiam Milly i zamiast cieszyć się tym czasem z córeczką myślę już o tym czym będzie post i jak go zilustruję kiedy ona zaśnie. A kiedy zasypia mam wyrzuty sumienia że nie spędziłam z nią wystarczająco dużo czasu, więc kolejnego dnia spędzam z nią cały czas którego nie mam jednocześnie zawalając coś pracowego, co albo nadrobię kosztem snu... albo nie. I koło się zamyka. Padam.

Na dłuższą metę tak się nie da. Informacja o tym że już marzec bardzo mnie ucieszyła, bo znaczy tyle że widzę światełko w tunelu. Widzę koniec projektów, jakąś Wielkanoc na horyzoncie, jakiś względnie większy luz po 22 marca jeśli chodzi o kurs warszawski. Bez widoków na ograniczenie liczby zajęć było by słabo i musiałabym z czegoś zrezygnować. A nie wiem z czego, bo nie lubię się czegoś podejmować a później tego nie kończyć. Chyba mi się jeszcze nie zdarzyło i wolałabym mieć czyste konto w tej kwestii. Ale trzeba też mieć czas na życie, zdecydowanie. Nie chcę być jedynym z tych mikro-przedsiębiorców chwytających się każdego zlecenia jak tonący brzytwy kosztem rodziny. Nie chcę, żeby moje dziecko widziało mnie częściej z telefonem przy uchu niż bez niego. Nie chcę nie mieć czasu na leniwe weekendowe śniadania, przytulanki i łaskotki w łóżku i wieczorne lektury niekoniecznie związane z pracą. Nie chcę też tkwić w domu kompletnie bez niezależności, wypłaty i z etykietką pełnoetatowej pani domu, Matki-Polki (i nie piję tu do mojej własnej!) i bogini domowego ogniska, czy jak to szło... Bo to też nie do końca ja. Chcę znaleźć złoty środek, ale jeszcze nie wymyśliłam jak.

Póki co poszukiwania zawiodły mnie w totalny nadmiar zajęć, niedomiar czasu i brak pełnej satysfakcji z każdego elementu. Nie da się, no nie da się robić wszystkiego. I tak, ja jestem z tych co chcą zjeść ciastko i mieć ciastko (i nie tyć!) i po raz kolejny uczę się że jakoś, kurka, to naprawdę jest awykonalne. Chyba, że Wam się udaje? Jak? No jaaaaak?

Ściskamy,
z&m



5 comments:

  1. Myślę, że i tak dajesz sobie świetnie radę! Ja nie umiem na nic wygospodarować czasu. I strasznie zazdroszczę Ci, że masz z kim zostawić Milly. U mnie w grę wchodzi tylko mąż, więc wspólne, bezdzietne wyjścia są zupełnie wykluczone. A sama gdzie mam iść? :(
    Moja córka też najpierw zaczęła wstawać i chodzić przy meblach, a dopiero później raczkować. ;)

    ReplyDelete
  2. Moja mistrzyni organizacji i multizadaniowości! Pewnie, że się nie da wszystkiego. I nawet chyba nie warto - wszystko ma swój czas.
    Napisała "poukładana" pfff. Ja też po nocach siedzę, zamiast spać.

    ReplyDelete
    Replies
    1. PS w Katowicach jest Miltibabykino :)

      Delete
  3. Wydaje mi sie że ty jestes bardzo dobrze zorganizowana:-) dasz radę na pewno. Mi niestety kończy sie wychodzenie z pracy godzine wczesniej na "karmienie" i bede konczyc prace o 14:35 :-( Jak ten rok szybko minąl :-(, moja Jula 10 marca obchodzi swoje pierwsze urodzinki :-) Pozdrawiamy

    ReplyDelete
  4. Nie zazdroszczę. I w duchu cieszę się, że moja lista "to do" nie jest taka długa i nie będzie w najbliższej przyszłości, bo nawet, gdy wrócę do pracy, to nie powinno być tak źle. A rozdarcie to wybitnie nielubiana przeze mnie emocja. Mam nadzieję, że wszystko się u Was ułoży. Pocieszę, że z chodzeniem i raczkowaniem u nas w tej chwili IDENTIKO :)
    buziaki spod samiuśkich Tater aktualnie:)

    ReplyDelete