Sunday, 19 October 2014

M7 Kolacja semi-BLW

Jako że Mill leci już siódmy miesiąc życia  - dieta rozszerzona!

BLW - tak, ale nie tylko. Moja rodzina się BLW boi (to nieszczęsne potencjalne krztuszenie) i kiedy Matka Polka albo Babcia-Pra opiekują się Mill dostaje zupki. Robione przez Matkę Polkę, niech ma.

Ode mnie dostaje raczej kawałki (choć zwykle około 50-70% przygotowanej porcji ląduje na podłodze... ale to co) i czasem rozgniecione widelcem warzywa albo owoce z parowaru. Albo uprażoną gruszkę - część w kawałkach a część zblendowaną. Takie nam semi-BLW wyszło i na razie dobrze nam z tym.

Do niejadków Mill się nie zalicza. Je wszystko i chętnie, w każdej konsystencji, o każdej porze. Poza czymkolwiek z butelki to jest, butelki odmawia. Co kiedy jestem w pracy jest trochę problemem, ale tylko trochę, bo wiadomo, je wszystko inne, więc z głodu nie padnie... Ale... jest cycoholikiem totalnym. I jasne, cycek to nie tylko jedzenie i teraz przy ząbkowaniu też wydaje jej się przynosić ulgę (jakże ona nie pęknie od ilości tego mleka, ja się pytam!?), i mimo tego że dla mnie to uzależnienie jest czasem uciążliwe, i fizycznie i psychicznie (bo każde wyjście do pracy okupione jest wielkimi wyrzutami sumienia, a to tylko dwa razy w tygodniu i to tylko na kilka godzin. Poza wyjściami do pracy wyjść bez dziecka brak, bo nie chcę nikogo narażać na zbuntowane przeciwko braku dwudziestoczterogodzinnej dostępności cycka dziecko, co z kolei jest słabe dość dla mnie, bo marzę o wyjściu na lancz z mężem, albo na kawę bez męża - i bez dziecka - albo cokolwiek innego, bez oglądania się na telefon non-stop i paniki, kiedy Mill płacze. Uwielbiam z nią spędzać czas, naprawdę, ale jeszcze bardziej naprawdę psychicznie potrzebuję pobyć trochę osobno. Mamy rodzicielstwa bliskości ortodoksyjne - jak sobie z tym radzicie? Czy nie jest to u Was problemem?), to przecież nie będę jej odstawiać na siłę bo skończyła 6 miesięcy. Chce to je, proste. Choć po cichu marzę o lekkim zmniejszeniu ilości karmień, bo to jakieś szaleństwo jest, słowo daję.

Ale miało być o semi-BLW kolacji, a tu znów dygresja na pół posta, eh. Aaaaanyway, do dzieła.

Występują:

- Mill
- krzesełko do karmienia Cosatto
- danie dnia - rozbabrane widelcem kalafior i marchewka z parowaru z dodatkiem oliwy z oliwek (pycha, Mill lubi - chociaż czego ona nie lubi -  a to już wcześniej to jadła, smak każdego z warzyw z  osobna też zna) serwowane w pojemniku do możenia mleka Philips Avent
- łyżeczki do karmienia (sztuk cztery, Ikea)

oraz mistrzowie drugiego planu:
- kosz na pranie
- Towarzysz Mąż

Akcja:

 Tak, świetnie jem załadowaną łyżeczką!

 Mi zdjęcia robisz, no weź!

 Spróbujmy jeszcze raz...

 Ta strona nie działa, ale do masażu dziąseł spoko!

 A więc to tu skrywa się jedzonko... Hmmm...

 Gryzę i gryzę i nic! Aż niewyraźnie wyszłam, no!

 Wyłaź, no wyłaź!

 Czyżby coś tam jeszcze zostało?

  Jedzenie jedzeniem, ale śliniak jaki mam fajny!


Wycieramy buźkę i kończymy przedstawienie!

KURTYNA

U Was też tak wesoło przy posiłkach?

Buziaki,
z&m

19 comments:

  1. Hmm ortodoksyjne matki RB powiedzą Ci, żebyś karmiła i karmiła tak długo i często jak potrzebuje tego Mill. Można by tu zaproponować kubek doidy albo wciąż ponawianie prób z butelką, aż w końcu załapie..no ale tu już nie o sam sposób podania mleka chodzi. U nas do czasu rozszerzenia diety kp. też było często bo co 2,5-3 h jak w zegarku. Nie powiem, często czułam się podobnie. W momencie wprowadzenia stałych posiłków o w miarę regularnych porach naprawdę ilość kp i samo zainteresowanie kp spadła zasadniczo. Poza tym zaraz Mill stanie się mobilna i zacznie ją świat zajmować, więc siłą rzeczy ten stan obecny i u Was ulegnie zmianie. Jestem o tym prawie przekonana:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki! To dokładnie wsparcie jakiego potrzebowałam! x

      Delete
  2. hehe, mała aktorka dostaje Oskara! U mnie zabawnie jest dopiero teraz bo mały przedtem nie chciał jeść niczego poza mlekiem. Dawałam mu papki, lekko rozgniecione, i całe kawałki, polizał troche i pluł dalej niż widział. Od wczoraj widzę małe światełko w tunelu karmieniowym.
    Z karmieniem piersią to Cię doskonale rozumiem, też karmię ale u mnie Grześ ma już wszystkie jedynki i mnie gryzie jak mu nie leci tyle ile on chce albo jest zły, albo... Sytuacja wygląda tak, że się boję tego karmienia. A na laktator już patrzeć nie mogę więc chyba powoli będę zmniejszać piersio-karmienie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. 4 zęby! Oł łał! Mill ma tylko dwa, ale póki co jest raczej delikatna i mnie nie gryzie (ugryzła mnie bardzo boleśnie w łokieć, ale to się nie liczy). Ja chcę jeszcze karmić, zdecydowanie, ale nie chcę się zapętlić w poczucie winy że raz na siedem miesięcy chcę wyjść do kina na przykład (podkreślam raz na siedem miesięcy a nie raz w tygodniu) i muszę siedzieć cały czas jak na szpilkach bo muszę karmić już i natychmiast bo Mill pluje butelką. Wiesz o co chodzi.

      Delete
  3. Fajny dzieciak przyznam, że bardzo mi przypomina moją siostrzenicę, która dziś jest już w wieku młodzieżowym. Szczególnie te oczy bardzo podobne miała moja siostrzenica jak była niemowlęciem. Oby to diecko wyrosło, na tak pewnego i silnego psychicznie człowieka jak ona.życzę zdrowia zaróno dziecku jak i jego rodzicom.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękujemy bardzo! Gratuluję zapewne prześlicznej (hue hue) siostrzenicy w wieku młodzieżowym! I dziękuję za komentarz.

      Delete
  4. Jeśli chodzi o rodzicielstwo bliskości, to ono nie zakłada poświęcenia dla dziecka. W komforcie i harmonii mają żyć obie strony, więc jeśli Ty czujesz się źle, trzeba poszukać rozwiązania, które to naprawi. Karmienie piersią w RB ma pomóc rozszyfrowywać potrzeby dziecka, Ty już pewnie to potrafisz. Wiesz, że NIE MUSISZ karmić piersią i każdy doświadczony doradca kp czy doula Ci to powie. Pytanie brzmi: "czy chcesz karmić piersią". Odpowiedź brzmi "tak" albo "nie". A nie "tak, ale rzadziej". I nikt nie powinien oceniać Twojego wyboru.
    A jeśli pytasz jak ja sobie radzę z tym, że moja córka zasypia tylko przy piersi lub w chuście, budzi się w nocy co godzinę, a moje piersi stały się laktatoroodporne i nic z nich nie uciągnę, w związku z czym jestem z nią 24/7? Nie walczę, powtarzam sobie, że to minie i nie wróci i tylko raz mogę się córce poświęcić w całości. To jeszcze tylko kilka miesięcy, nigdy już nie będziemy tak blisko. I to działa.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, tak, to działa i na mnie. I wiara, że zaspokojenie potrzeb dziś zaowocuje za 15 lat (nie za rok. za 15). Szersza perspektywa ułatwia.
      Możesz przeczekać ten czas albo szukać innych rozwiązań. Najważniejsze nie tkwić w nielubianym/niepożądanym stanie, bo się wypalisz, wkurzysz i wszystko będzie nie tak, jak miało być.

      Delete
    2. Kejt, wiesz co, ja chyba nie jestem taka czarno-biała. Dlaczego na pytanie czy chcę karmić piersią mogę odpowiedzieć tylko 'tak' lub 'nie'? Przecież jest tyle opcji pośrodku! Są mamy karmiące tylko odciągniętym mlekiem, są mamy karmiące mieszanie, z różnych względów, są mamy które nie współpracują z laktatorem więc karmienie piersią przy okazji wyjść suplementują MM... Nie dyskredytuj wszystkich mam które nie wpisują się w Twoją wizję macierzyństwa, bo to nie do końca fair.
      Bardzo Ci dziękuję za mantry do powtarzania (Magda, i Tobie też!) na mnei przez większość czasu one też działają :) Dopóki nie opadnę całkiem i doszczętnie z sił, to jest. Po ostrym ząbkowaniu (druga jedynka wykluła się w trochę większych bólach niż pierwsza włącznie z budzeniem się co pół godziny-godzinę w nocy i jedzeniem za każdym razem) już trochę doszłam do siebie i mam zdecydowanie lepsze nastawienie do karmienia jako-takiego i córko-zależności. Jak to było? To przecież jeszcze tylko kilka miesięcy? :)))) Pozdrawiam Was ciepło dziewczynki!

      Delete
    3. Nikogo nie dyskredytuję i zupełnie nie to miałam na myśli. Po prostu wydaje mi się, że jeśli zdasz sobie sprawę z tego, że tak naprawdę CHCESZ karmić piersią a nie MUSISZ karmić piersią, to trochę inaczej na to spojrzysz.Tylko tyle. Chwilowe trudności, zmęczenie (doskonale to przecież znam) czasem przysłaniają nam fakt, że dokonałyśmy pewnych wyborów i bardzo tego chciałyśmy, że przecież nikt nas do niczego nie przymusza. Sorry jeśli to zabrzmiało jakoś radykalnie.

      Delete
  5. nie mogę się na nią napatrzeć! Jaka już duża i cały czas słodka! :)) myślę, że tak jak dziewczyny wyżej doradzają, że powinnaś znaleźć rozwiązanie które będzie korzystne dla Was obu, bo pamiętaj szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki Judytka! Jak cudnie że w końcu wróciłaś! :) Jeśli chodzi o rozwiązania - no szukam, szukam... Ale jeszcze nie znalazłam. Ale odkąd Mill je inne rzeczy jest trochę łatwiej, choć wiadomo, co pierś to pierś i czasem małej terrorystki byle marchewką nie oszukasz :)))

      Delete
  6. Muszę przyznać, że prowadzisz swojego bloga w bardzo ciekawy sposób, a posty same zachęcają do ich czytania :) Świetna sesja z Twoim bąbelkiem, jest słodki! Pytasz czy u nas też tak wesoło, dokładnie tak! Mam w domu trojaczki więc sobie wyobraź.. :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Trojaczki!?!?!?!?!? WOOOWOWOOWOWOWOOWOWOWOOOOOOW!!!!! Mega mega MEGA szacun! A ja narzekam że ledwo jedną ogarniam! Kajam się i cofam wszystko co napisałam. Ja mam LAJT :)

      I bardzo dziękuję za komplementy.

      Delete
    2. I u nas bywało i jest wesoło przy jedzeniu, bo ja mam niejadka do kwadratu. Trzeba ją bardzo zająć, żeby zechciała zjeść sama, a żeby nakarmić to już w ogóle. :)

      Delete