Friday, 9 January 2015

M10 Krzesełko do karmienia Cosatto 3Sixti 2

Zakochałam się!

No cóż zrobić, zakochałam się.

Ogólnie nie jestem osobą z hoplem totalnym na punkcie gadżetów okołodziecięcych i nie mam ich pierdyliarda, choć lubię rzeczy ładne i dobrze wykonane, bezpieczne i cieszące mnie tak samo jak i Mill (jak na przykład mata Skip-Hop czy produkty Lela Blanc). Nie upierałam się na nic specjalnie kiedy Mill się miała urodzić, wózek Bebetto, czyli jeden z tańszych, łóżeczko używane, wyprawka głównie prezentowo-odziedziczona. Bez spiny.

 Podobne podejście miałam do zakupu krzesełka do karmienia, ot, krzesełko jak krzesełko, i już już oglądałam krzesełka na olx i w dziecięcych sklepach internetowych żeby rozeznać temat, tylko pech (pech nie pech, no) chciał, że w tym samym czasie rozmawiałam portalo-społecznościowo z Ruby Soho, która jest jak wiadomo całkiem logicznie i prawdziwie samozwańczą Ruby Samo Zło, która usłyszawszy o moich poszukiwaniach podzieliła się ze mną wszystkimi swoimi zakładkami na pintereście (tak, ja nie używam pinteresta i nie wiem jak on działa i nie mam chwilowo czasu się dowiadywać) i przepadłam.

Kiedy zobaczyłam Cosatto powiedziałam że albo to albo nic. A jako że wcześniej żadnych fanaberii dziecięcych nie miałam czułam się usprawiedliwiona.

Stanęłam na głowie żeby go zdobyć, marka wszak wycofała się z Polski parę lat temu i swój asortyment zastąpiła też ponoć niezłym Mamas&Papas. Może i niezłym, ale dla mnie to krzesło to było absolutne TO, widziałam je w naszym mieszkaniu oczyma wyobraźni i nawet rundka po sklepach w poszukiwaniu podobnego (i pomyśleć że miałam w lecie czas na rundki po sklepach w celu poszukiwania odpowiedniego krzesełka, oooooch, marzenia!) skończyła się tylko jeszcze większym uparciem się na Cosatto.

Jako że, jak już pisałam, w Polsce marka nie istnieje (choć kiedyś ktoś sprzedawał cały jeden raz na allegro, widziałam, widziałam w archiwum!) trzeba było szukać dalej. Towarzysz Mąż był wtedy w UK, a że Cosatto wbrew temu co sugeruje nazwa jest brytyjskie (czy tylko ja pomyślałam że włoskie?!) - stwierdziłam że jakoś to trzeba wykorzystać.

Na ebayu czy gumtree nawet kilka używanych Cosatto było, ale nikt nie pisał się na wysyłkę (jak zobaczyłam - i o zgrozo podniosłam - pudło w którym finalnie przyszło do nas 'krzesełko' - to przestałam się dziwić - ważyło ze sto kilo i zajmowało szerokość drzwi wejściowych, i tak, to jest hiperbola, ale nawet nie aż taka bardzo) więc opcja odpadła.

A cena nowego krzesełka na stronie producenta - 165GBP - powaliła mnie z nóg. Ja wiem, że miłość absolutna, ale kurka - to, bądź co bądź tylko krzesełko do karmienia. Bez przegięć.

Spięłam się więc i znalazłam o 1/3 tańsze (i tak drogie!) na brytyjskim Amazonie. Z darmową wysyłką (oh yes) ale tylko do UK (oh no). Przypomniałam sobie za to o mężu koleżanki który kiedyś spracował w spedycji na wyspach i wspominał coś kiedyś, gdybym potrzebowała i takie tam... Uruchomiłam wszystkie potrzebne kontakty i udało się załatwić darmowy transport do Polski (co prawda trochę musiałam na niego czekać, ale nie robiło mi to kompletnie różnicy, bo wiedziałam że i tak przed jesienią Mill nie będzie potrzebować krzesełka w ogóle), a w międzyczasie Towarzysz Mąż jeszcze dostał pracowy bunus w postaci vouchera na Amazonie... No więc jak tu nie skorzystać, no jak!

Uparłam się, stanęłam na głowie, załatwiłam.
Veni, vidi, vici.

Ale czy na pewno vici?

Obiecałam recenzję już dawno dawno, i w końcu ja popełnię. Zanim ją jednak popełnię powiem tylko że dobrze że wstrzymałam się z nią trochę bo wiecie jak jest z miłością - na początku same zachwyty, a małe zgrzyty wychodzą później w praniu. W przypadku naszego Cosatta też wyszły.

Tak więc: jest piękne. Rzecz gustu, oczywiście. Mnie zachwyca, Towarzysz Mąż kreci nosem i mówi że nie wie o co mi chodzi. Że krzesełko jak krzesełko.

W salonie wygląda dokładnie tak, jak sobie je wizualizowałam. Jest dziecięce, wesołe, ale mimo tego że zajmuje miejsce - 'ma stajla' i kompletnie mi nie wadzi. Na początku mieszkało koło kanapy:


A później Towarzysz Mąż wyniósł jedno z czterech krzeseł w jadalni i zastąpił je Millowym Cosattem. Tym sposobem może jeść z nami posiłki przy stole, co lubimy najbardziej. Ale jako że dieta BLW w przypadku Mill ciągle jest w fazie semi, to i tacka się przydaje bo wygodniej mieć dziecko na przeciwko kiedy się je karmi łyżeczką, nie ma się co łudzić. W każdym razie sprawdza się takowy sposób przechowywania dodatkowego, jakby nie patrzeć, mebla na małym metrażu.


Przesuwa się ciężko. jest solidnie wykonany, to fakt, od spodu w bazie rzekomo ma jakieś kółka które przesuwanie mają ułatwiać. Cóż, nie powiedziałabym, idzie to dość topornie, w przeciwieństwie do lekkich rozkładanych krzesełek. Nam ta funkcja nie jest potrzebna, ale jeśli zamierzacie karmić dziecko po całym domu to radziłabym to jeszcze przemyśleć. Karmienie po całym domu albo piękne Cosatto - wybór należy do Ciebie, hue hue.

Moją ulubioną funkcją tego krzesełka jest fakt, że ma regulowaną wysokość. Tym samym Mill może siedzieć z nami przy stole, ale jak chcę wsunąć tackę pod spód stołu to obniżam krzesełko i pyk, wchodzi. Albo mam ochotę karmiąc Mill obejrzeć coś w telewizji (i nie że niepedagogicznie, Mill jest do telewizora tyłem!) przesuwam je, mimo trudności przesuwania, około pół metra dalej w kierunku sofy, siadam na sofie i dopasowuję wysokość (w tym wypadku raczej niskość) mebla do moich potrzeb. Wygląda to tak:

Czerwony przycisk, którym regulujemy ową wysokość, służy też za bonusową atrakcję dla pełzającego/raczkującego niemowlęcia, bo dziwnym trafem pełznie do niego niczym do najlepszej zabawki kilka razy dziennie*

*uwaga, funkcja uzależniona od modelu. Niemowlęcia, nie krzesełka, bo krzesełko owy przycisk ma zawsze.

Kolejne plusy to bardzo plamoodporne wyłożenie krzesełka (to w jabłka. Tudzież inne piękne rzeczy), łatwe czyszczenie (tacka do zlewu, reszta szmatką. Zajmuje to kilka chwil, serio, a ja raczej z tych które nie lubią sprzątania, a już tym bardziej docierania ze szczoteczką do zębów w najmniejsze z zakamarków, bo ponoć i tak bywa) i pięciopunktowe pasy bezpieczeństwa które trzymają naprawdę solidnie. Dwie tacki (jedna z miejscem na kubek, dla starszego dziecka, a na to druga, zapinana na klips, która funkcjonuje bardziej jak talerz. U nas ciągle w użyciu wszak jeśli dać Mill cokolwiek na normalnym talerzu można mieć pewność że cokolwiek by na tym talerzu nie było wyląduje na podłodze a ona będzie próbowała zjeść talerz) też na plus. I to że można krzesełko obracać dookoła, zwłaszcza jeśli karmicieli jest akurat większa liczba...

Więc pod tymi względami miłość trwa...

A co w krzesełku mnie wkurza?

Ano, cena. Z perspektywy czasu nie wiem, czy warto było aż tyle zapłacić - mimo że dużo mniej niż prosto od producenta, mimo że z bonusem Towarzysza Męża, to ciągle kupa pieniędzy. U rodziców ma Mill zwykłą Ikeowską antylopkę i też się dobrze sprawdza.

Czystość pasów. Pasy trzymają, jasne. trzymają świetnie. Ale oprócz tego chłoną wszystko co nie trafi do buzi Mill, a jak wszystkie mamy wiedzą tego potrafi być sporo. W każdej knajpie pasy w krzesełkach dla dzieci wyglądają strasznie (ja jestem wariatką i obkładam je chusteczkami przed włożeniem Mill (ku uciesze Mill która te chusteczki od razu próbuje zjeść. Ale fuuuuuj), więc to nie tak, że pasy od Costatto świnią się dużo bardziej niż w innych modelach. Ano, nie. Ale mogły by świnić się mniej,a  świnią się dokładnie tak samo. Pralka pierze, ale długo schną, a bądź tu człowieku choćby jeden dzień bez pasów w foteliku do karmienia. No da się, ale ciężko, a wolałabym się nie męczyć, wiadomo.

Czy kupiłabym jeszcze raz?

Chyba... tak. Mimo wad, ja po prostu uwielbiam to krzesełko!

A Wy? Macie jakieś swoje dziecięce szaleństwa? Albo krzesełka do karmienia godne polecenia które są może łatwiej dostępne?

PS. Na jesieni w Smyku widziałam ewidentną podróbkę Cosatto. Nie wykonana aż tak solidnie, widać, że to podróbka, ale dizajn szerokopojęty ma podobny i cenę zdecydowanie przyjemniejszą. No, i jest dostępny na miejscu. Także jeśli model Was zainteresował to polecam spytać tam. Na stronie internetowej sklepu go nie ma, ale w Katowicach w sklepie stacjonarnym jak najbardziej był, widziałam na własne oczy!

A oryginalne Cosatta to wglądu tu: http://www.cosatto.com/explore-our-range/products/highchairs/all/3sixti

Ściskamy!
z&m

 

20 comments:

  1. Mnie to się te wszystkie krzesełka nie podobają. Ale co zrobić, też kupiłam (podróbę czegoś w stylu chicco poly, bo przepłacanie jeszcze bardziej mi się nie podoba), bo na kolanach ni dy rydy w nieskończoność. I pasyyy... łapiące jedzenie pasy są zmorą. Ale przynajmniej już wiem, że u wszystkich.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, u wszystkich. W moim dizajnerskim hiper-wypaśnym krzesełku też.

      Delete
  2. Bardzo ładne to Wasze krzesełko. Ale ja w ogóle do krzesełek miłością nie płonę. Niedoświadczona kupiłam jakiś hiper egzemplarz chicco. Bo mięciutki i wygodny. Wszystkie bajery miał. Zgadnij ilu z nich używam. Po każdym samodzielnym posiłku M. rośnie mi ciśnienie na samą myśl o kolejnym machaniu szczoteczką do zębów (tak to o mnie;)) Pasów nie zapinam, bo nie mogłam patrzeć na ich opłakany stan po każdym jedzeniu, a prać codziennie, no nie bardzo. Na szczęście tacka solidnie przytwierdzona i blokująca berbecia, więc raczej nie ma obaw o wypadek. Na śląsku mamy Antilopkę. Do tej pory byłam zachwycona! Przede wszystkim tym, że tak łatwo można utrzymać krzesełko w czystości. Może nie tak wygodne jak chicco i inne, no ale w końcu dziecko tam je, a nie relaksuje się. Niestety podczas naszego ostatniego pobytu okazało się, że M. potrafi sama wyjść z krzesełka. Tzn. uklękła w nim (mimo pasów), dalszych eksperymentów zakazałam. Dodatkowo krzesełko nie należy do najbardziej stabilnych. Także w antilopce wzroku z M. spuścić nie możemy, chociaż dalej je lubię. Pomna tych wszystkich doświadczeń, gdybym w tamtym okresie była posiadaczką zbędnej fortuny kupiłabym to: http://scandinavianbaby.pl/product-pol-164-BABYBJORN-krzeselko-do-karmienia-bialy.html . Jak dla mnie idealne, a widziałam na żywo w użyciu. Tyle z mojego elaboratu, dziękuję za uwagę :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. A ja bym chciała to co Zuzia ma. To moje wymarzone krzesełko i do salonu by mi pasowało. Mamy chicco - jest okej, ale ten szeroki rozstaw nóg powoduje, że wygląda jak takie wieeelkie. Najchętniej pozbyłabym się już tych krzesełek, noo

      Delete
    2. Tak rozstaw nóg jest obłędny...też odliczam dni do jego eksmisji:)

      Delete
    3. Hahaha, a ja dzięki cosatto nie mam problemu z rozstawem nóg, co więcej - bardzo się z nim lubię i mam nadzieję że jeszcze trochę u nas pobędzie, wcale go nie chcę eksmitować! PS. To krzesło babybjorn rzeczywiście piękne, ale cena absolutnie powaliła mnie z nóg. Dlaaaaaczego-toooo-tyyyyle-koooosztuje????

      Delete
  3. Podoba mi się to krzesełko, całkiem fajne. My na razie nie mamy, karmię w foteliku samochodowym, takim bujaczku lub po prostu córka siedzi mi na kolanach. Ale nie wykluczam zakupu. Zobaczymy. ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mnie z córką na kolanach kiedy jestem z nią sama jest zwyczajnie niewygodnie. Że już nie wspomnę o tym że córka maniakalnie wyrywa łyżeczkę i rzuca nią, stuka, mizia się po twarzy, mizia mnie po twarzy - no ręce mi są obie potrzebne do ogarniania jej przy jedzeniu jednym słowem, na kolanach nie dałoby w związku z tym rady. A fotelik samochodowy jeździ w samochodzie. Sama rozumiesz, krzesełko było niezbędne :)

      Delete
  4. No naprawdę jest super to krzesełko :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki. Też się ciągle nim zachwycam.

      Delete
  5. Cudne to krzesełko <3
    My mamy Baby Desigh Bambi o takie http://www.babydesign.eu/bambi/akcesoria-babydesign , jest dosyć duże, wkładka dla mniejszych dzieci ciągle zjeżdża więc jej nie używamy, podobnie jak pasów bo musiałabym mieć kilka par na zmianę i pranie ;) Na szczęście ceratka jest łatwa w utrzymaniu, wystarczy przetrzeć ściereczką, czasem wrzucić do pralki dla odświeżenia. Dosyć szerokie mój 2,5 latek ma w nim luzy..a do najmniejszych dzieci nie należy :) Nie był to mój faworyt, ale mój M. ostudził moje zapędy zakupowe ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hahahha, mój M. też ostudzał, ale wiadomo... Jak się kobieta zaprze... :) Na swoje usprawiedliwienie dodam że się rzadko zapieram :D

      Delete
  6. Ojej <3
    Aż żałuję, że sama nie kupiłam...A ja tak się zbierałam, że w końcu nie kupiłam, a teraz już sensu nie widzę. Dziecko je na foteliku karmiona, a mam stolik "piknikowy" a ławeczką, więc jak zacznie sama jadać, będzie idealne :)
    Ale nazwę zapamiętam, a nóż kiedyś sie przyda ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Każdy patent jest dobry, byle działał :) Nasz fotelik samochodowy jest w samochodzie więc karmienie w nim odpada:)

      Delete
  7. A u nas Lenka całkiem wypięła się na krzesełko i teraz je, stojąc przy kanapie. Chyba nie muszę pisać, jaki to ma wpływ na czystość narzuty.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Świetne. Mill stoi chętnie, ale do jedzenia musi siedzieć, nie ma że boli. Tutaj nie idę na kompromis, plecy by mi wysiadły!

      Delete
  8. Aaaaaaaaaa. Jakie piękne krzesełko. Piękne, piękne, piękne !!! Dlaczego nie widziałam go wcześniej?
    Miłość od pierwszego spojrzenia. Serio. Uwielbiam piękne i dobrze zrobione gadżety dla dzieci. Jestem przerażona chińszczyzną zalewającą rynek. (mój szkrab dostał ostatnio zabawkę, która rozpadła się w jego małych rączkach zaraz po rozpakowaniu). Sama staram się wybierać rzeczy dobrej jakości. Wolę kupić mniej, a dobrze. Uwielbiam wspomnianego przez Ciebie Skip-Hopa, za jakość i wzornictwo. Wybrałam wózek Stokke, bo ładny, funkcjonalny i idealnie zrobiony.
    Jejuuuuu ciągle gapię się na to krzesełko. Cudo !!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ahhahahha, jakbym widziała moje zachwyty nad tym krzesełkiem kiedy je pierwszy raz zobaczyłam :) A wózek Stokke też mi się podoba, bardzo bardzo!!!!! Moje Bebetto i Quinny nie są idealne, ale jednak je lubię. Choć drugi raz gdybym miała wybierać to pewnie też chciałabym Stokke, no ale będzie o tym osobny post :) Za komplementy krzesełkowe dziękuję i well - rozumiem :)))

      Delete
    2. Świetny Twój wpis, myślę, że przyda mi się Twoja opinia, ponieważ właśnie staję przed wyborem krzesełka :) I tak jak Ty w tym modelu się zakochałam :) Zobaczymy jeszcze czy wybiorę ten model, bo myślę, że w lecie chciałabym je zabierać do ogrodu. Całe szczęście mieszkamy w UK więc w razie dostawy nie będzie to problem :) Pozdrawiam

      Delete
  9. ..tak czytam i czytam a znacie fisher-price easy clean? Mają pasy jakby z gumy wiec nie jedzą razem z dzieckiem :) moze warto takich szukać i zamontować bo często można dopasować nie oryginalne..a cosatto i3 sixti jest the Best..

    ReplyDelete