Monday, 9 June 2014

M3 Koszmar sezonu - koszule do karmienia

Koszule do kamienia nie sprawdziły się u nas kompletnie. Nie chcę tu być wyrocznią i twierdzić że wszystkie są do d. i pewnie w komentarzach napiszą dziewczyny dla których koszule były świetną sprawą - i fajnie. U mnie natomiast to absolutny kit i jedno wielkie noł-noł.

Dzięki moim intensywnym blogowym i mamowo-doświadczonym riserczom ciążowym udało mi się uniknąć mnóstwa niepotrzebnych rzeczy (typu niedrapki, na przykład) ale koszule do karmienia mnie nie ominęły.

W szał zakupowy koszul do karmienia wpadła moja mama. Najpierw przywitała mnie takim oto koszmarkiem:



(zdjęcia stąd i stąd, ale dokładnie taką czerwoną sprezentowała mi mama)

Primo, infantylne grafiki to jakiś horror. Ja rozumiem że rodzę dziecko, ale przecież sama nie staję się w tym momencie dzieckiem, a z całym szacunkiem dla noworodków, ale nie sądzę żeby były one w stanie docenić urocze bocianki, krówki i inne, które bynajmniej ja za urocze nie uważam.

Secudno - krój. Teoretycznie pomyślane fajnie, wyciągasz cycek przez dziurę i spoko. Moja koszula była w rozmiarze XL (normalnie noszę S/M), szwy które powinny być na ramieniu były w nieomal przy łokciu, a i tak przy wyprostowanych plecach cyc wychodził na wierzch bez wyciągania. Chyba nie muszę pisać że do szpitala po porodzie to się absolutnie nie nadaje? Zresztą, do niczego to się nie nadaje...

Kolejne dwie koszule też od mamy (chciała dobrze, no):

(zdjęcie stąd, a koszule właśnie w ten deseń - szare, z 'uroczymi' obrazeczkami na piersi i zapinane z boków na serduszkowe guziczki - pewnie albo takie miałyście albo widziałyście w szpitalu, bo, przynajmniej za mojej szpitalnej kadencji, pół porodówki w nich paradowało. Wariacje jedynie w kolorze lamówek i grafiki. No dobra, i w kolorze guzików też.)

Czemu też jestem na nie? To rozpinanie z boków cholernie niewygodne jest. Noworodek krzyczy, że chce mleka, a Ty się musisz dziubdziać z tymi guzikami.... Poza tym guziki, przynajmniej w przypadku mojego, jakby nie patrzeć słusznych rozmiarów, cyca, miały dziwną tendencję do rozpinania się nieproszone, natomiast kiedy chciałam odpiąć je ja uwielbiały wprost stawiać opór.

Plus oczywiście wątpliwe walory estetyczne, ale to oczywista oczywistość, więc dalej komentować nie będę.

Trzecią śpiąco-karmiącą opcją obdarowała mnie urodzinowo teściowa:

(produkt i zbliżenie można zobaczyć na stronie mothercare, a konkretnie tu)

Tu na pierwszy rzut oka było trochę lepiej. Po pierwsze pidżama a nie koszula -nie lubię koszul nocnych, mam tylko pidżamy. Jeśli koszula nocna, to tylko w postaci koszulki Towarzysza Męża. Typowych koszul do pół uda albo kolan nie posiadam bo to kompletnie nie moja bajka, pidżama wyglądała więc wielce optymistycznie. Poza tym guziczki -nie dość że tylko jeden rządek do rozpinania, to jeszcze koszula na zatrzaski, czyli rozpinające się łatwo, szybko i przyjemnie.

Co na nie? Rozmiar (42 - serio - absolutnie się w tym topię) i, po raz kolejny, misie pierdzisie do porzygania. Gest super, ale dziecięca estetyka koszul do karmienia to zdecydowanie nie mój klimat.

Są jeszcze inne rozwiązania, podpatrzone w szpitalu, albo w Internecie, i nawet bez głupich wzorków (da się? da się!), ale te koszule/pidżamy mi nie przypadły w udziale więc szerzej wypowiadać się nie będę, choć teoretycznie bym mogła, ale po co. Autentycznie by nie było i te sprawy. Ale...

ale w moim przypadku cały ten koszulowy interes okazał się kompletnie, ale to kompletnie zbędny. 

Kiedy przypomnę sobie moje pierwsze chwile na oddziale poporodowym - masakra. Piersi nabrzmiałe i obolałe, jak to po porodzie, laktacja dopiero się normowała. A ja i tak musiałam mieć wkładki laktacyjne bo najmniejszy dotyk sutków (sutek? nieee, sutkó, zdecydowanie sutków) o materiał bolał. Nie wpadłam jeszcze na to żeby ubrać stanik, więc wkładki miałam między koszulą (tą z serduszkowymi guzikami) a biustem i liczyłam a to, że rozmiar moich piersi zatrzyma je w miejscu. Nie zatrzymał. Położna się zdziwiła że mam wkładki laktacyjne, przecież w pierwszych dniach po porodzie mleko nie tryska bynajmniej z piersi strumieniami, bynajmniej nie w standardzie. Moje nie tryskało. Kiedy wytlumaczyłam jej (położnej) że to dlatego że nie mogę znieść pocierania materiału o piersi poradziła mi stanik. I chwała jej za to!

Stanik oczywiście okazał się za mały (piersi urosły mi o ekstremalne 5 rozmiarów, a już wyjściowo nie były małe), ale lepszy rydz niż nic. Z za małym stanikiem i tak było o niebo lepiej niż w ogóle bez. Ale babranie się z koszulą i stanikiem do karmienia odpinanym... yyy... nie.

Od kiedy wróciłam do domu wypracowałam własny system. Śpię w stanikach miękkich, bez fiszbin (które do chodzenia się nie nadają, bo trzymanie piersi, zwłaszcza kiedy jest co trzymać, jakoś wybitnie nie wymiata), z wkładkami laktacyjnymi (a jakże, zwłaszcza że teraz wycieki mleka miejsce mają) i w zwykłych bawełnianych podkoszulkach na ramiączkach i dole od pidżamy. Wszelkie bawełniane koszulki na ramiączkach pochodzą z mojej szafy (na przykład takie jak ta poniżej) więc całkowity koszt odzieży nocnej na czas karmienia piersią wynosi cenę wkładek laktacyjnych (używam jednorazówek, choć myślę nad wielorazówkami). 

(obrazek stąd)

Jak to działa? Ściągam ramiączko koszulki razem z ramiączkiem stanika, wyciągam pierś, karmię, pozamiatane, do widzenia, dziękuję. Tak mi najwygodniej. 

Tak więc ten... wniosek - po co przepłacać? Moje koszule i pidżamy wszelkie były prezentami, ale drugi raz (hue hue, ale mam nadzieję że owszem) na pewno nie będę się w nie zaopatrywać. Na stanik lepiej wydać zaoszczędzone pieniądze, ale też raczej po porodzie (na wypadek urośnięcia biustu o 5 rozmiarów, na przykład), a do szpitala zabrać ten z końcówki ciąży. Przynajmniej tak system u nas działa.

Że już nie wspomnę o tym, że możecie nakupować koszul do karmienia, a tu z karmienia nici, więc też bez sensu.

A jak było/jest u Was? Koszule do karmienia - hit czy kit? 

Pozdrawiamy,
z&m


36 comments:

  1. Matko jedyna, jaki krótki, rzeczowy i niezawikłany post! Wszystko w porządku? ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nieee... Wrzucił się zanim skończyłam go pisać, skubany! :)

      Delete
    2. A nieee, uff, to tylko za szybkie opublikowanie ;)
      Dodam, że koszule z guziczkami serduszkami po bokach mają to do siebie, że jednego rządka nie zdążymy zapiąć, a drugi rozpiąć trzeba (zwłaszcza w szpitalu, gdy wprawy w tym całym zamieszaniu jeszcze brak). Efekt taki, że koszula wisi nam u pępka, a biust cały na wierzchu. I zdarzało się nie zorientować :D

      Ja mam wkładki wielorazowe, chyba Aventu. Opinia:
      - trochę za sztywne,
      - po cholerę mi koronka ozdobna na wierzchu?
      - strona stykająca się z sutkami mogłaby być z czegoś, co nie zostaje na skórze
      Polecam więc nie kupować przez net, jak zrobiłam to ja, tylko pomacać sobie. Ja piorę rzeczy bardzo często, więc 3 pary wkładek akurat wystarczają na płynną wymianę. Ważne, żeby był dołączony do nich woreczek do prania (lub mieć taki w zanadrzu), bo np. moja pralka lubi wrzucić takie maleństwo w odpływ w tej gumie-uszczelce i wtedy wszystko się pierze, a wkładka nie (bo leży).

      Delete
    3. No właśnie, ale znaleźć stacjonarny sklep z wkładkami ciężko... Ja mam parę na oku (więcej w dzisiejszym poście), może dziewczyny komentarzowo coś podpowiedzą :)

      A koszule - no wiadomo, tragedia!

      Delete
  2. Matko, jaki kruciuteńki pościk - zupełnie nie wTwoim stylu :) ja jeszcze doświadczenia z koszulami w kontekście karmienia nie mam, ale ponieważ zakupiłam koszule ciążowo-karmnikowe, to mogę wypowiadać się już o części ciążowej - KOCHAM JE i nie wiem co bym bez nich zrobiła ;) i choćby dlatego, że to najwygodniejsze worki do spania jakie wymyślił świat - uważam że było warto :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hahha, bo to nieskończony post był, taki psikus mi zrobił :)
      Dobrze że Ci w nich wygodnie i chociaż do tego się sprawdzają! Ja w ciąży spałam w T-shirtach Towarzysza Męża (albo właśnie w tych bawełnianych koszulkach z Intimissimi albo WallMarta o których mowa w tym poście bo śpię w nich do tej pory)i luźnych dołach piżamowych i też mi w nich było bardzo dobrze:) Ściskam mamę i synka! x

      Delete
  3. Rety, tez sie zastanawiam o co kaman z tymi wzorami, koszmarne są! ja przed porodem kupiłam 2 koszule do szpitala - jedna tragiczna w błękitnym kolorze z małymi haftowanymi kwiatuszkami - coś jak koszule ktore babcie kupują na bazarkach :) użyłam jej kilka razy, urodziłam przy jej udziale dwójkę dzieci, i jeszcze pożyczyłam koleżance na poród by nie kupowała swojej, bo po co..No ale już wolałam babciowe hafty niż te bocianki którymi allegro jest zawalone. druga koszulka była ładniejsza .. coś w tym stylu co ta w kratkę http://zszywka.pl/p/taro-marcela-781-koszula-modna-dams-4838904.html, używałam jej trochę po porodzie a potem dałam mamie - też wolę piżamy i koszulki - albo na ramiączkach, albo z konkretnym dekoltem i żadne guziczki nie sa potrzebne.. podobnie zreszta na codzien - nie mam zadnych ciuchów dla matek karmiących - brzydkie to i drogie, lepiej wybrać coś z normalnych kolekcji i zrobić test w przymierzalni, czy da się zbiornik mleczny wyciągnąc :) żegnajcie golfy :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. No ładna ta w kratkę, ale dla mnie długi rękaw w ogóle odpadł w przedbiegach bo całą ciążę mi było mega gorąco :)))

      Jeśli chodzi o karmienie - to samo, ani jednej nie mam rzeczy do karmienia i w ogóle ani jednej nowej rzeczy, obnaszam wszystko sprzed ciąży. Mam parę koszulek które nie przeszły testu, ale wtedy idzie w ruch karmienie poprzez podciągnięcie koszulki w górę (też się da :) A najbardziej mi szkoda bezdekoltowych sukienek, bo wiadomo, tu już się nic nie da zrobić :)

      Delete
  4. Ja rodziłam w szpitalnej, a na oddziale leżałam w drapieżnej panterce z dekoltem na guziki, najbardziej wkurzało mnie, że jak miałam gościu to miałam całe słoniowate spuchnięte nogi na wierzchu i musiałam kombinować z kołdrą, żeby się nią nakryć ale nie pokrwawić i w ogóle. A widziałam bardzo ładne koszule do karmienia w jednym sklepie. Kosztowały 150 zł...

    ReplyDelete
    Replies
    1. U nas nie było szpitalnych, a rodziłam najpierw w starej letniej kiecce na ramiączkach, potem w T-shircie TM a w końcu nago :) A potem te nieszczęsne koszule i tylko ciut lepsza pidżama. A koszula do karmienia za 150PLN, serio? :/

      Delete
    2. Ba są i za 190 zł. Naprawdę ładne :))) http://sklep.alles.pl/produkt,shake-milk-koszulka,788.html

      Delete
    3. No ładna, no! Z Alles Mama mam świetne staniki dwa, ale koszulkę mimo wszystko odpuszczę, bo dobrze mi w koszulkachna ramiączkach :)

      Delete
  5. Kit na kity, ale koszulowe szaleństwo nie ominęło także i mnie. Niby znalazłam bez tych wzroków, ale zaś trzeba się było ceregielić z niewygodnymi zapięciami. Dziś mam taki sposób jak ty-zwykła bokserka i daje rade:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. I to jak! Nigdy więcej koszul do karmienia, a fe! :)

      Delete
  6. Całkowicie Cię rozumiem z tymi piżamkami. Ja dostałam jedną taką z guziczkami po bokach i słodkim misiem od mamy w spadku, ale jej przeznaczenie będzie tylko i wyłącznie domowe. Ja akurat lubię koszule (choć najlepiej śpi mi się nago) więc w szpitalu nie będę miała problemu, a zakupiłam sobie dwie koszule z biedronki http://s.babyonline.pl/i/koszula-nocna-biedronka-SLIDER-34420.jpg s super :) Sprawdziły się jak byłam teraz w szpitalu (w ciaży), czułam się świetnie wśród żyrafek, misiaczków i serduszek ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rany, świetna ta koszula, czy możesz mi wytłumaczyć gdzie ją kupiłaś, bo nie do końca rozumiem - w supermarkecie biedronka czy model nazywa się biedronka? :)

      Delete
    2. Bardzo ładne te koszulki, rzeczywiście, i jak nie lubię koszul tak te są naprawdę śliczne :)

      Delete
  7. Dokładnie, też uważam że koszule do karmienia są zbędne, chociaż ja ze swoich byłam zadowolona, a miałam takie o http://pasyciazowe.pl/photos/koszula-nocna-ciazowa-do-karmienia-i-porodu-38-m-2903807348.jpg . Następnym razem już nie kupię ;)

    ReplyDelete
  8. Ja tez zakupilam dwie koszule do karmienia niepotrzebnie, bo do spania nakładam koszulki na ramiączkach wygodniej :-)

    ReplyDelete
  9. dla mnie też koszule do karmienia to totalny niewypał :) wlaśnie tak jak u Ciebie zwykla taka koszulka dawała rade, bądź teraz zwykła koszulka męża do spania bo łatwo wyciagnać :D a teraz już wkladek nie potrzebuje, więc luźna może być :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hue hue... U mnie ciągle nie ma mowy o spaniu bez stanika, więc jednak musi nie mieć rękawka, ale koszulom do karmienia mówimy nie :)

      Delete
  10. Ja też miałam (i to aż 2!) koszule na guziki z obu stron tragedia! Materiał beznadziejny a że kobieta po porodzie poci się na maxa (przynajmniej ja tak miałam) jest to OGROMNY minus. W domu sprawdzają się koszulki męża i te na ramiączkach.
    Koszule do karmienie - NO!

    ReplyDelete
  11. ja nie kupowałam wcale takich koszul, bo jakoś siebie w nich nie widziałam :) i dobrze, że nie kupiłam, no i też od nikogo nie dostawałam:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. I tyle nieudanych prezentów jesteś do przodu :)

      Delete
  12. Te koszule, które pokazałaś wyżej są tragiczne i obrzydliwe. W sklepach stacjonarnych natykałam się tylko na te ohydztwa, aż w końcu postanowiłam poszukać w internecie. Trafiłam na koszulkę Lupo: http://sklep.lupoline.pl/product,pl,2315,Model-1325,.html i powiem Ci, że to był strzał w dziesiątkę! Drogie cholerstwo, ale: ma wygodne odpinanie, które utrzymuje piersi na miejscu, kiedy skończysz karmić trudno je zapiąć jedną ręką, ale jest to tak zrobione, że można spokojnie materiał "zasunąć" na pierś, także nie tańczysz z mleczarnią na wierzchu aż nie zwolnisz rąk, materiał na piersiach jest tak ładnie przylegający, że spokojnie trzyma wkładki laktacyjne na miejscu całą noc, no i - wiem, Tobie nie będzie odpowiadał krój ;) - koszulka jest ładna, bez głupich nadruków, ma miły materiał i przyjemny dla oka krój. Wiem, że to co powiem zabrzmi płytko, ale czułam się najseksowniejszą mamą na oddziale. Wszystko bolało jak cholera i najważniejsze było oczywiście Kikusiowe Maleństwo, ale poprawiało mi to nastrój :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dodam, że szybko skończyłam niestety karmić, ale koszule (tak, mam ich dwie), noszę do dziś i bardzo sobie chwalę :)

      Delete
    2. To jeszcze coś dodam ;) W szpitalu koszulka spisała się na medal, a w domu najwygodniej było mi karmić albo topless przy zamkniętych drzwiach, albo w starej koszuli M., takiej męskiej rozpinanej. Po prostu rozpinałam, jednego cyca przykrywałam połą, drugiego wywalałam i bez problemu :)

      Delete
    3. Koszulka bardzo ładna, a jak, ale u mnei tak jak piszesz by się nie sprawdziła, bo ja bez stanika ani rusz. A czuć się seksowną mamą na oddziale - bezcenne! Ja czułam się jak popluty bombon,(=cukierek) jak mówi się na Śląsku :)

      Delete
  13. Ja bylam zaopatrzona w dwie takie koszule ale niestety wykonane z bardzo kiepskiego, sztucznego materialu (zakup internetowy) co je bardzo szybko zdyskwalifikowalo. U mnie bardzo sprawdzily sie muszle laktacyjne zamiast wkladek wiec polecam ;-) Dori

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oooo, a jakie miałaś? Myślę o muszlach ale nie umiem sobie wyobrazić jak one wyglądają pod ubraniem... Wyglądają?:>

      Delete
    2. Ja mialam zwykle z allegro "akuku" sie firma chyba nazywa ale ze nie bylam pewna czy sie sprawdza to zainwestowalam w najtansze;-)pod ubraniem wyglaadaja kiepsko ale ja ich uzywalam glownie przy domowym karmieniu kiedy w czasie jak M. jadla mialam wyciek z drugiego dystrybutora;-)Dori;-)

      Delete
  14. Rozbroił mnie Twój styl wypowiedzi :D Może i nie krótko, ale za to rzeczowo i na temat :))

    ReplyDelete
  15. A ja bardzo chciałabym znaleźć koszule do karmienia ale ma tyle długa, bym tyłkiem nie świeciła na szpitalnym korytarzu. Mam 180 cm wzrostu, a wszystkie koszulki, nawet te 42, 44, mają taką samą długość jak te na 36, 38. No może czasami dwa! Centymetry dłuższe. Przekleństwo. Mąż jest ode mnie niewiele wyższy, wiec korzystanie z jego garderoby odpada...

    ReplyDelete