Sunday, 9 February 2014

W33 Ćwiczenia w ciąży: X-box kinect

Zaczęłam pisać tego posta już jakiś czas temu, ale dopadł mnie leń i jakoś o ćwiczeniach pisać mi się nie chciało (ćwiczyć też nie, ale w ramach priorytetów ćwiczenia udało mi się odhaczyć z 'to do' listy, post musiał czekać aż do dziś. Sorry Gregory, ale pisanie postu o ćwiczeniach nie ułatwi mi porodu w przeciwieństwie do ćwiczeń samych w sobie, ponoć, więc kolejność priorytetów tak właśnie wyglądała). O mojej ćwiczeniowo-ciążowej rutynie już wspominałam (tu) i od tego czasu niewiele się zmieniło. Staram się ćwiczyć 4-5 razy w tygodniu, czasem więcej, ale nie mniej niż trzy (i żeby ćwiczyć trzy to muszę mieć naprawdę słaby tydzień, patrz: zgaga i wymioty, ale że tydzień taki miałam nieraz to go uwzględniam w jakże chlubnej statystyce), i staram się robić rzeczy różne.

Na przykład:

- maszeruję/nordic walkinguję w parku kiedy jest ładna pogoda przez co najmniej 50-60 minut, biegać Towarzysz Mąż nie pozwala, bo się niepokoi i o Milly i o mnie. Jak już nie mogę wytrzymać to w spacer sobie trochę tego truchtu wplotę, ale ciut ciut, i nie chwalę się Towarzyszowi Mężowi zbytnio i wszyscy są zadowoleni. I żeby nie było że jestem jakąś ciemiężoną arabską żoną której mąż czegokolwiek zabrania, ale rozumiem że się troszczy i w gruncie rzeczy po cichutku przyznaję mu rację, ale o tym też ciiii.

- ćwiczę z YouTubem i Angeliką Pióro, kombinuję różne zestawy i zwykle miewam zakwasy. A tak niewinnie te ćwiczenia dla bab w ciąży wyglądają. Niestety na wyglądaniu się kończy. Choć podczas wykonywania też jest ok. Tylko następnego dnia budzę się dziwnie obolała. I jako że nie jestem ciemiężoną arabską żoną zdecydowanie mogę zwalić tylko na panią Andżelikę.

- ćwiczę z X-boxem. Nasza X-boxowa historia jest długa i nudna, zabawka to Towarzysza Męża jest wszak, a ja na grach konsolowych/komputerowych nie znam się kompletnie. W którąś Gwiazdkę jednak rodzice moi podarowali nam kamerkę kinect (takie ustrojstwo co Cię widzi jak grasz i mówi Ci co i jak, zwłaszcza fajne dla dzieci i do wszelkich ćwiczeniowo-fitnessowych rzeczy. Jako że dzieci nie mamy - chociaż już prawie - wykorzystywane głównie do ćwiczeniowo-fitnessowych spraw właśnie) i nagle zapałałam miłością do X-boxa.

A dzisiaj będzie o moich ulubionych ciążowych ćwiczeniach z moich ulubionych X-boxowych gier. Których jest raptem dwie, więc chyba damy radę bez kolejnego elaboratu na milion linijek (z naciskiem na chyba).

1) ZUMBA RUSH

Mój stosunek do zumby jest raczej dziwny. Bo ja nawet nie do końca wiem czy zumbę lubię. Tańczyć nie umiem, i z reguły nie lubię. Poza momentami kiedy lubię, wtedy lubię, ciągle jednak nie umiem. Nie mam za grosz słuchu, poczucia rytmu i czegokolwiek związanego z muzyką się po prostu z reguły nie tykam, bo dobrze się to nie kończy. Głównie dla otoczenia, mnie osobiście zwisa kiedy fałszuję/mylę kroki bo ja tego nie słyszę/ nie widzę. Zajęcia grupowe fitnessowo-klubowe zumby są zupełnie nie dla mnie, stresują mnie i krępują i nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Raz byłam na maratonie zumbowym, niby zabawa była fajna, ale ja się chyba jednak do tego nie nadaję - taki wniosek udało mi się wyciągnąć.

Po czym dostałam od Towarzysza Męża tą grę, gdyż moja teściowa a jego mama fanką Zumby jest ogromną więc doszła do wniosku że ja pewnie też będę i tak mu poleciła. Towarzysz Mąż, jako że z reguły jest usłuchany, mamy posłuchał był i grę zakupił. Ja się nawet ucieszyłam i postanowiłam dać Zumbie jeszcze jedną szansę.

I przepadłam.

Zumba w domu jest super. Odpada cały stres związany z tym że nie nadążam, a jak nie nadążam to najgorsze co się może stać to mała ikonka w lewym dolnym rogu ekranu śledząca moje ruchy stwierdzi że nie nadążam i zamiast wysyłać mi hasła w stylu 'Zumba' 'Fire' czy inne tam komplementowe slogany, będzie się świecić na czerwono. Ot, żadna tragedia. Można wybrać pojedyncze piosenki, albo zajęcia krótkie, średnio-długie bądź długie które są kompilacjami pojedynczych piosenek, intensywność można wybrać (choć jeśli mam być szczera między małą a dużą intensywnością różnica jest bardzo niewielka), tło tancerzy można wybrać, jest git.

W ciąży ćwiczę głównie krótkie zajęcia (ok. 5 piosenek) w małej lub średniej intensywności (choć i tak intensywnie) i do tego dokładam jakieś mięśniowe rzeczy - albo Andżelikę Pióro albo coś z Your Shape Fitness Evolved o którym poniżej.

Dodatkowy bonus Zumby jest taki, że Kiedy Towarzysz Mąż ma podły humor wystarczy że popatrzy jak 'tańczę' i humor mu wraca i nie może się przestać śmiać. Jego ulubieńcem jest mój 'freestyle'. Raz nawet nagrał krótki filmik iPadem jak skaczę przed X-boxem i traktuje go jako środek doraźny na smuteczki. Do publikacji się ten filmik nie nadaje, wierzcie mi. Ale X-boxową zumbę polecam.

2) YOUR SHAPE FITNESS EVOLVED 2012

To była gra początkowo kupiona z myślą o Towarzyszu Mężu, który nie lubi naszej lokalnej siłowni i ociąga się w chodzeniu na nią. Ta gra, podobnie jak siłownia, też mu nie podpasowała, i już prawie machnęłam na niego ręką, ale odkrył P90X i został uratowany formowo-dbaniowo, a Your Shape Fitness Evolved stał się jedną z moich ulubionych fitnessowych gier. Początkowo używałam go tylko w te leniwe dni kiedy nie chciało mi się iść na siłownię (a daleko nie mam!), padało, było brzydko albo późno. Kiedy w listopadzie, czyli pod koniec piątego miesiąca ciąży, skończył się mój siłowniowy karnet, z gry zaczęłam korzystać więcej. I ok, intensywnych ćwiczeń na brzuch nie robię, przecież nie chcę Milly uszkodzić, ale jest tam tyle opcji różnych że choćbym ćwiczyła codziennie tylko z tą grą to ciąży by mi nie starczyło żeby zrobić wszystko, tak myślę. A w ciąży najbardziej ukochałam sobie jogę i tai-chi, które działają bardzo relaksująco, a przy tym mięśnie pracują, a że pracują wiem, bo miewam po tych ćwiczeniach zakwasy, w przeciwieństwie do zumby i innych ćwiczeń kardio, po których zakwasów nie mam. Poza tym 'wall breaker' gdzie macha się wszystkimi kończynami w celu rozbicia ściany to mój absolutny faworyt. Jedyne czego nie lubię to to, że kamerka skanuje to, jak się wygląda i pokazuje to na monitorze/telewizorze. Ja wyglądam coraz grubiej, szlag by to. Choć w ciąży to normalne, więc się nie spinam. Powygina człowiek śmiało ciało i z poczuciem dobrze spełnionego ciążowego obowiązku może zjeść średnio legalne ciasteczko, ot co.

Kiepska ta moja ciążowa motywacja, co?

Ale robię co w moich siłach żeby jakoś ułatwić sobie poród i powrót do formy. A ponoć w ćwiczeniach między innymi ten sekret tkwi. Ćwiczymy więc!

z&m


Jogowa pozycja drzewa. Wybaczcie plecy niczym gąsienica - tak to się kończy kiedy ćwiczy się w dwóch sportowych stanikach sprzed ciąży, koszulce która obcisła była przed ciążą, i wywiniętymi spodniami. Ja naprawdę, ale to naprawdę nie mam takich pleców kiedy nie ćwiczę albo kiedy ćwiczę ubrana bardziej odpowiednio. 


Rozwalam ścianę w 'Wall breakerze' 

 I rozciągam się zumbowo na koniec krótkich zajęć


THE END


1 comment:

  1. Ja zdecydowanie w ciąży stawiam na lżejsze ćwiczenia i spokojniejsze, ale nie rezygnuje z ruchu

    ReplyDelete